Gadżety reklamowe

W odległej galaktyce marketingu - Gwiezdne Wojny

​Dla większości kinomanów, grudzień 2017 stoi pod znakiem powrotu kolejnej części kultowej sagi. Nowa część Gwiezdnych Wojen, która właśnie zmierza do kin z prędkością światła, ma również swoją ciemną stronę mocy. Marketingowcy i specjaliści od reklamy zacierają już ręce. Ten produkt to od lat „ bardzo dobra drukarnia pieniędzy” (już) dla studia Disneya.

Przebudzenie finansowej mocy

Już w 2015 roku, gdy do kina uderzyło „Przebudzenie Mocy”, producenci zacierali ręce. Nie przeliczyli się, ponieważ po dłuższej przerwie powracający hit zarobił w kinach ponad 2 miliardy dolarów. Natomiast od 2014 roku i zapowiedzeniu kolejnych 3 głównych części oraz kilku innych filmów bazujących w uniwersum stworzonym przez Lucasa, szacuje się, że sprzedaż zabawek, gadżetów i innych rzeczy będzie oscylować od 3 do 5 mld dolarów rocznie.

W nowym nadzieja

Gruba finansowa ryba (studio Georga Lucasa), która radziła sobie bardzo dobrze i przed tym jak została zjedzona przez największą rybkę w stawie czyli Disneya. Jednak z doświadczeniem studio Disneya, które przez wiele lat wylansowało w popkulturze mnóstwo postaci, na których zbiło fortunę marka Star Wars mogła tylko finansowo zyskać. To tak jak gdyby bardzo dobra, samodzielna, lokalna i tania drukarnia, działająca na własnych zasadach, trafiła pod skrzydła sieci drukarni. Mającej podpisanych na wyłączność kilkaset stałych zleceń i rozdającej karty przy podpisywaniu nowych zleceń. Może więc i traci na swojej suwerenności, ale zyskuje najszerszą dystrybucję jaką sobie mogła tylko wyobrazić.

Wachlarz gwiezdnych możliwości

Oczywiście spektrum przedmiotów dostępnych w ofercie jest już w zasadzie ograniczana przez wyobraźnię. Kiedyś największą promocją jaką można było znaleźć był druk plakatów z bohaterami gwiezdnej serii. Natomiast dzisiaj? Kubki, figurki, koszulki to tylko wierzchołek góry lodowej. W obrocie można znaleźć choćby biżuterię, akcesoria dla zwierząt, szlafroki, toster czy akwarium w kształcie robota R2D2. Nawet tak renomowana firma jak Samsung wdała się wciągnąć w szał galaktycznej sagi i wypuściła przed tegoroczną premierą odkurzacz w kształcie głowy Dartha Vadera.

Imperium kontratakuje na plakatach

Odrębny temat może stanowić historia druku plakatów związanych z Gwiezdnymi Wojnami. Przez 40 lat kosmicznej sagi pod każdą szerokością geograficzną pojawiło się wiele ciekawych plakatów. Mogą one stanowić dla zainteresowanych niezwykłe źródło do analiz. Oczywiście najbardziej interesująco wypadają tu te, które zostały stworzone w latach 70 i 80tych. Klasyczna kreska oraz z dzisiejszego punktu widzenia nieco hipsterski design daje nam fajny pogląd na ewolucje formy promowania filmów na plakatach na przestrzeni lat.

Ciekawym przypadkiem są plakaty, które pod koniec lat 70 ukazały się w Polsce i na Węgrzech czyli krajach socjalistycznych. W PRL-u był to plakat mocno zachowawczy, ukazywał robota C3PO oraz głosił mocno oryginalne hasło promocyjne „ Amerykański film Fantastyczno-naukowy”. Natomiast na Węgrzech sytuacja była zgoła inna. Plakat był mocno kolorowy i żywy, przedstawiał mroczne imperium oraz Dartha Vadera w mocno orientalnej panierce. Oczywiście taki chiński obraz złego mocarstwa to pokłosie napiętych stosunków Związku Radzieckiego z Chinami. Co ciekawe, bo wiele analiz dzieła Lucasa w Stanach doszukiwało się właśnie w ZSRR inspiracji do stworzenia filmowego mocarstwa ciemnej strony mocy. Ironia losu.

Moc była z panem, Panie… Spielberg

Mało kto wie, że wielkim wygranym sukcesu Gwiezdnych Wojen był świetny reżyser Steven Spielberg. Założył się on albowiem ze swoim kolegom Georgem Lucasem, że film tego drugiego odniesie większy sukces niż jego wysokobudżetowy since-fiction „ Bliskie spotkania trzeciego stopnia”. Lucas, który uważał, że jego historia jest zbyt dziecinna założył się z nim o 2,5 % udziałów we wpływach przegranego. Oczywiście historia pokazała, że Lucas się przeliczył i do 2012 roku wypłacał obiecany zakład swojemu druhowi.